Stwierdzenie, że Chiny są coraz bardziej obecne w Afryce jest już truizmem. I nie chodzi tu wcale o chińską diasporę na Czarnym Lądzie, liczącą ponad pół miliona osób. Chińskie firmy działają m.in. w Algierii, Angoli, Egipcie, Etiopii, Gabonie, Gwinei, na Mauritiusie, w Nigerii, Republice Konga, Sudanie, Tanzanii, Zambii. Budują obiekty sportowe, budynki użyteczności publicznej, drogi, koleje, porty. Są obecne w afrykańskim sektorze górniczym, petrochemicznym, budowlanym, metalurgicznym, energetycznym, elektrotechnicznym, AGD, rolno-spożywczym, tekstylnym, meblowym czy turystyce. Mało tego, w styczniu bieżącego roku Chińczycy oddali do użytku nową siedzibę Unii Afrykańskiej w stolicy Etiopii - Addis Abebie. Jest to swego rodzaju symbol ugruntowanej pozycji Kraju Środka w Afryce. Na tym nie koniec. Na lipiec zapowiadane jest rozpoczęcie prac przy kolejnej ważnej inwestycji, tym razem w Ugandzie. Ma to byc sztandarowa inwestycja drogowa w tym kraju: autostrada łącząca stolicę - Kampalę - z jedynym lotniskiem międzynarodowym Ugandy, Entebbe International Airport.
Inwestycję sfinansuje jeden z najważniejszych chińskich graczy w Afryce, mianowicie państwowy Export-Import Bank of China (China Exim Bank). Według planu ma powstać 50 km drogi, z czego 37 km ma przypadać na główną drogę dwujezdniową, reszta zaś na odcinki dojazdowe. Powodem nowej inwestycji jest konieczność odciążenia obecnie istniejącego, 36-kilometrowego połączenia z lotniskiem Entebbe nad Jeziorem Wiktorii.
Budowa ma potrwać 36 miesięcy, a koszt przedsięwzięcia szacuje się na 350 mln USD. Środki mają pochodzić z Exim Banku. Chińska pożyczka udzielona ma być na cztery lata. Umowa ma charakter wiązany, albowiem jednym z warunków strony chińskiej jest konieczność wyboru chińskich wykonawców. Krytycy umowy wskazują, że brak konkurencji dla Chińczyków może poskutkować wzrostem końcowych kosztów inwestycji. Dan Alinange, rzecznik ugandyjskiego Narodowego Zarządu (UNRA), pytany o warunki inwestycji, zapewnił jednak, że nowa droga będzie się wyróżniać znakomitym standardem. Stwierdził też, że Uganda musiała zaakceptować chińskie warunki. W odpowiedzi na zarzuty podnoszone przez krytyków umowy powołał się też na przykład sąsiedniej Kenii, gdzie chińskie firmy prowadzą duże inwestycje infrastrukturalne i gdzie ich koszty wyglądają porównywalnie. Skoro mowa o Kenii, to tamtejsze firmy skarżyły się, że ominęły je intratne kontrakty, które stały się udziałem przedsiębiorstw chińskich. Natomiast rząd Kenii uzasadniał taki wybór tym, że chińskich wykonawców cechuje większa sprawność.
Blisko 36-milionowa Uganda stara się odpędzić koszmarne wspomnienia bratobójczych walk, nędzy, głodu oraz tyrańskich rządów Idi Amina i Miltona Obote. Sprzyja temu fakt, że Uganda przeżywa obecnie ekonomiczny boom związany z odkryciami złóż ropy w zachodniej części kraju. W stołecznej Kampali, liczącej 1,7 mln mieszkańców, przybywa nowoczesnych biurowców, kraj zaś stara się nie tylko modernizować, ale też przyciągać turystów. A Uganda ma czym się pochwalić! Turystów czekają tu m.in. parki narodowe, a w nich goryle górskie, słonie, hipopotamy, dzikie ptactwo i mnóstwo innych zwierząt, tudzież bogactwo świata roślin, poza tym wodospady Kabarega (dawniej znane wyłącznie pod postkolonialną nazwą wodospadów Murchisona), pięknie położone wyspy na jeziorach Wiktorii i Bunyonyi, masywy górskie na czele z Rwenzori, wreszcie wizyta w miejscu, gdzie przebiega równik. Bez wątpienia inwestycje w infrastrukturę drogową są ważnym elementem na drodze do tego, by Uganda stała się turystyczną mekką na wzór Kenii i Tanzanii.


